Nowa Deklaracja Miłości

21 kwi 2026
ks. Robert Więcek SJ
 

Nowa Deklaracja Miłości (DN 119-124) – takim tytułem opisał papież Franciszek wydarzenia w Paray-le-Monial. Przenieśmy się w czasie pod koniec XVII wieku i wsłuchujmy się w to, co opowiedziała św. Małgorzata Maria Alacoque.

Otóż między końcem grudnia 1673 a czerwcem 1675 roku miała ona objawienia, z których wybrzmiała fundamentalna deklaracja miłości: Moje Boskie Serce jest tak rozpalone miłością do ludzi, a w szczególności do ciebie, że już nie może dłużej tłumić w sobie płomieni tej palącej miłości. Ono chce ją rozlać za twoim pośrednictwem i objawić ją ludziom, by ich ubogacić kosztownymi darami, które ci dopiero ukażę. To pierwsze objawienie i Pan Jezus od razu podchodzi do meritum sprawy – przypomina, co jest podstawą, a mianowicie - miłość Boga do człowieka.

Święta Małgorzata Maria napisała krótkie, ale jakże treściwe streszczenie: Odsłonił przede mną cuda swojej miłości i niewypowiedziane tajemnice swojego Najświętszego Serca. Dotychczas ukrywał je przede mną, a teraz ukazał mi je po raz pierwszy i to w tak realistyczny i wyraźny sposób, że – wziąwszy pod uwagę skutki spowodowane we mnie przez ten przejaw łaski – nie mogłam mieć co do tego najmniejszej wątpliwości. Do czego posunął się Bóg w miłości do człowieka, do mnie, do nas!

Tak więc bez uświadomienia sobie tak wielkiej miłości Jezusa, bez rozpoznania jej i nazwania po imieniu nie ma większych szans na głębsze zjednoczenie z Nim. Święta wizytka daje nam cenne bodźce do przylgnięcia. Nie mówimy o przebodźcowaniu naszych czasów. Nie ma przymusu przyjęcia tej propozycji. Tutaj pracują elementy boskie i pierwiastki ludzkie. Są pragnienia, obawy i wyobrażenie o człowieku.

Uczymy się przez objawienia Boga, siebie i drugiego człowieka. Dlatego światłem w ich odczytywaniu jest Ewangelia i bogata tradycja duchowa Kościoła. W niej dostrzegamy, jak wiele dobra uczyniła ona w tak wielu siostrach i braciach. Nie tylko to. Widzimy dary Ducha Świętego. Nie trzeba nam za bardzo skupiać się na detalach – sednem przesłania jest Serce, które tak bardzo ukochało ludzi, że w niczym nie oszczędzając siebie, całkowicie się wyniszczyło i ofiarowało, aby im okazać miłość. Przestało bić i bije po wieki wieków.

To, czego doświadczyła Małgorzata Maria, jest zaproszeniem do wzrostu, do spot(y)kania się z Chrystusem w bezgranicznym zaufaniu. Pisze, że koniecznym jest aby Boskie Serce Jezusa zajęło miejsce naszego w ten sposób, aby On sam żył i działał w nas i dla nas; aby Jego Wola (…) mogła działać całkowicie bez oporu z naszej strony; i wreszcie, aby Jego uczucia, myśli i pragnienia zajęły miejsce naszych, a przede wszystkim Jego miłość, aby kochała sama z siebie w nas i za nas. I w ten sposób, takim Sercem, które jest dla nas wszystkim we wszystkim, będziemy mogli powiedzieć ze św. Pawłem, że już nie my żyjemy, ale że On żyje w nas. O to przecież chodzi w byciu chrześcijaninem!

Nie ma w tym „ogólnikowej” deklaracji, ale to jest bardzo osobiste, konkretne i czułe oddanie swego serca. To pozwala Panu Jezusowi wziąć moje serce i zanurzyć je we własnym Sercu: moje serce wyglądało jak mała cząstka atomu spalająca się w rozżarzonym wnętrzu Jego serca.

Ta miłość Serca Bożego jest jakże konkretna: Tym, który nam się daje, jest zmartwychwstały Chrystus, pełen chwały, pełen życia i światła. Wiemy dobrze, że podjął cierpienia, które znosił dla nas. Wiemy też o niewdzięczności, której doświadcza. Jednakże na pierwszym miejscu jest światło i ogień Żyjącego, a nie krew ani bolesne rany. Rany nie znikają – zostają przemienione. Serce Jezusa włócznią przebite, życie i zmartwychwstanie nasze.

Święta Małgorzata daje świadectwo: W inny piątek, podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu (…) stanął przede mną Jezus Chrystus, mój ukochany Mistrz, jaśniejący w chwale. Jego pięć ran świeciło jak pięć słońc. Z Jego najświętszego człowieczeństwa wydobywały się we wszystkich kierunkach ogniste płomienie, ale szczególnie z Jego godnej czci piersi, podobnej do rozpalonego pieca. Kiedy ona się otwarła, zobaczyłam Jego Serce, to Serce, które wszystkich ogarnia miłością i samo jest godne wszelkiej miłości. Serce to było niewyczerpanym źródłem tych płomieni. Z kolei odsłonił przede mną nieopisane cudowne dzieła Jego prawdziwej miłości i pokazał mi, jak bardzo ukochał nas, ludzi, jakkolwiek odpłacamy Mu za to jedynie niewdzięcznością i wzgardą. Syn odsłonił się! Czyż takim samym nie jest wizerunek Jezusa Miłosiernego?!

 

Warto odwiedzić